Kategorie
- Felieton (5)
- Gry! (2)
- Hocki Klocki (2)
- Linki (1)
- Motoryzacja (4)
- Muzyka (1)
- Pisane w afekcie (2)
- Z życia (5)
FrontEnd powraca.
Od naprawdę długiego czasu odbijam się pomiędzy dwiema pasjami: motoryzacją i grami wideo. Wraz z tym, jak czas radośnie leci wokół coraz szybciej, pewna kwestia powraca coraz częściej i częściej: co, na miłość boską, wybrać?
Postawmy sprawę jasno: nie studiuję anglistyki, żeby następnie wylądować w jakiejś szkole i wpajać przyszłej elicie narodu jak porozumieć się z całą resztą cywilizowanego społeczeństwa Planety Ziemi. Studiuję, żeby umieć ten język tak dobrze, jak to możliwe w tych warunkach, móc bez przeszkód dogadać się gdziekolwiek pojadę – z tego względu też, w drugim semestrze, zaczynam naukę hiszpańskiego, wszak mówi nim cała Ameryka Południowa i będzie stanowił sensowne uzupełnienie angielskiego. Drugi etap planu to zaczepienie się na dziennikarstwo, dorobienie sensownej specjalizacji z angielskiego i siedzenie w branży medialnej. Nikt nie mówi, że będzie prosto – nie sądzę, że na chwilę obecną piszę dobrze, że moje teksty dobrze się czyta. Jestem świadomy tej potwornie długiej drogi, która leży przede mną. To sprawa wykształcenia, ale pozostaje to, co nadejdzie później.
Gry Wideo. Uwielbiam je, uważam, że na przestrzeni lat dały mi więcej niż jakikolwiek stos książek, niezależnie od dziedziny – do tej pory pamiętam, jak siedząc z słownikiem przy PlayStation 1 kminiłem, co znaczy które słowo na ekranie Pre-Rally w Colin McRae Rally 2.0, to przy okazji tej właśnie gry nauczyłem się wszystkich podstawowych pojęć związanych z pogodą (nie oszukujmy się, to same podstawy, ale pochodzą one z gry). Seria Gran Turismo nauczyła mnie z kolei niepojętej ilości słów związanych z samochodami, słów, z których korzystam po dziś dzień, chociażby kiedy buszuję po eBay.co.uk/eBay.com szukając części do kolejnej postrzelonej konfiguracji samochodu, która przyśniła mi się w nocy. Te profity, które w ciągu lat pojawiły się w moim życiu przez gry, można by mnożyć praktycznie w nieskończoność i to wyłączając z nich tony zabawy, które pojawiły się przy okazji. Do czego jednak zmierzam – chciałbym pracować w tej branży. Pisać recenzje, felietony, opinie, wydzierać się na znajomych z redakcji (pozdrawiam ekipę konsolowca) na podcastach czy shortcastach, jeździć na eventy. To ostatnie jest szczególnie atrakcyjne po zeszłorocznym wypadzie na GamesCom, który dał posmak tego, co oferują takie targi, był wskoczeniem w branżę aż po samą szyję, spotkaniem z ludźmi, którzy ją tworzą. Wyjazd na GC zapisał się w mojej pamięci jako jeden z najfajniejszych tripów w jakich miałem okazję brać udział, szczególnie, że jako “burak z prasy” mogłem pokazywać środkowy palec całej rzeszy niemców, która tłoczyła się przy wejściu dla zwykłych śmiertelników. Yyyy, dobra, nie o tym chciałem. Praca w branży gier jako dziennikarz, czy może nawet przejście na drugą stronę barykady i wzięcie udziału w tworzeniu jakiejś gry, realny wpływ na jej kształt – wszystko to wygląda wprost fantastycznie i mogę głośno powiedzieć “Jestem na tak”, jeśli ktoś zapyta mnie, czy chciałbym, żeby tak wyglądała moja przyszłość zawodowa. Jest jednak małe “ale”, które bardzo głośno warczy całym spektrum jednostek napędowych.
Motoryzacja. Dziedzina wymieniana jako druga, ale na pewno nie będąca za grami wideo, a raczej na równi z nimi, jeśli nie kawałek przed. Fakt, opcja pracowania w tej branży to nieco wybujała fantazja, bo nie widzę siebie testującego nową Toyotę Yaris w centrum Warszawy, a raczej w sytuacji bliższej Clarksonowi, krzyczącego “POWEEEEEEEEEEEEEEER” w jakimś samochodzie mającym pod maską silnik działający na zasadzie kontrolowanych eksplozji atomowych w komorach spalania. Brzmi to absurdalnie dobrze, fakt, szczególnie, że swego czasu Martyna Wojciechowska mówiła, że nie da się w tym kraju zrobić programu pokroju TopGear (magazyn już mamy, zawsze coś, chociaż za herezję uważam zeszłoroczny samochód roku) i nic się od tego czasu nie zmieniło, poza tym, że w Automaniak z TVN Turbo stał się kompletną farsą. Moim zdaniem jest to kwestia zdecydowanie za małej liczby pasjonatów motoryzacji, którzy mają pomysły i siedzą w dziennikarstwie motoryzacyjnym w Polsce, a na dzień dzisiejszy jest ich tylko dwóch: Adam Kornacki i Patryk Mikiciuk. Nie rzucają żenujących żartów, wygłaszają swoje opinie w sensowny sposób a ponadto widać, że są zabójczo oblatani we wszystkim, co związane z czterema kółkami. Cała reszta jest lepsza lub gorsza, ale na ogół nie ma nawet o czym gadać, bo dwójka wymieniona wyżej jest po prostu ponad nimi. Broń Boże nie kwestionuję doświadczenia czy obeznania Rafała Jemielity czy Jarosława Maznasa, wręcz mam do nich szacunek, ale o ile ich teksty czyta się faktycznie dobrze, to w TV nie prezentują się moim zdaniem już tak dobrze. W przeszłości uwielbiałem Włodzimierza i Macieja Zientarskich, ale zaginęli gdzieś w tym wszystkim, pierwszy pojawia się obok Andrzeja “Charakterystycznego Białego Paska” Borowczyka w studiu F1, a drugi po prostu zniknął po rozdmuchanym na chorą skalę wypadku w Ferrari 360 Modena Spider. Ludzi faktycznie dobrych brakuje. Nie nazwę siebie kimś “dobrym” w tym sensie, nie mam jakiegokolwiek doświadczenia poza tym, co sam wyjeździłem, ale chciałbym spróbować się w to wszystki wkręcić, nadać polskiemu dziennikarstwu motoryzacyjnemu (telewizyjnej odmianie) nuty szaleństwa i nietuzinkowości, bo na chwilę obecną wieje z niego nudą. W kwestii prasy nie jest źle, TopGear jest szalenie miły do czytania i podobają mi się eventy pokroju “Kotliny Mocy”, które – poza byciem fajnymi – pokazują, że można zebrać samochody warte w sumie koło 2 mln złotych i pośmigać nimi po drogach, pisząc przy tym świetny artykuł. Życzyłbym sobie zobaczenie czegoś takiego w TV, nie mówiąc już o tym, że marzę by wziąć w tym udział i uważam że można to zrobić w naszym kraju, jeżeli tylko będzie się miało dość zapału, dość odpowiednich ludzi. Wyobrażam sobie, jaki szczękopad spowodowałoby pośród fanów motoryzacji pojawienie się w TV programu, w którym szybkie samochody, dobra reżyseria i montaż oraz muzyka szły by w parze z najlepszym możliwym scenariuszem, napisanym przez życie. Bo wybaczcie, ale nie wierzę, że podczas kręcenia, dajmy na to, reportażu z objeżdżania kraju Hot-hatchami nie doszło by do kuriozalnych sytuacji, owocujących salwami śmiechu pośród ludzi zgromadzonych przed TV. Ten kraj jest zbyt chory, żeby taka wycieczka była nudna. Dodajcie do tego odpowiednią ekipę, która wygeneruje to “coś”, będzie w granicach rozsądku robiła sobie na złość i będzie skłonna do urządzenia sobie wyścigu na zwykłej drodze, przekomarzania się, który samochód jest najlepszy – macie najlepszy możliwy program. Powiem wprost: I’d like to make that happen.
Wszystko sprowadza się do wyboru. Nie mówię, że >>zrewolucjonizowałbym<< cokolwiek, mówię, co myślę, co uważam za możliwe do wykonania. Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do którejkolwiek z wymienionych wyżej rzeczy, wiem natomiast, że chciałbym spróbować. Jest to moim marzeniem, a jeżeli takie coś faktycznie by zadziałało, to chyba tylko dobrze. Na chwilę obecną piszę o grach wideo, ale za każdym razem, kiedy widzę fajny samochód, serce zaczyna mi szybciej bić i wyobraźnia dostaje kopa, tworząc jakieś fantastyczne wizje. Liznąłem trochę gier, podoba mi się to, ale nieustannie ciągnie mnie do czterech kółek i nie wiem, czy któregoś dnia to nie przeważy. Podejrzewam, że byłoby to lepsze, bo – cholera – to samochody. Są wspaniałe od początku do końca i stanowią coś więcej, niż tylko środek transportu. Obcowanie z nimi to coś wspaniałego.
Dywagacja ta nie skończy się żadną konkluzją – póki co myślę o tym wszystkim. Zastanawiam się, co można zrobić, w którym kierunku zrobić krok, żeby były jakieś satysfakcjonujące efekty. Jestem nieco rozerwany między tymi opcjami i – prawdę mówiąc – nie bardzo wiem, co zrobić, na co się zdecydować. Chociaż, prawdę mówiąc, gdyby ktoś zapukał do moich drzwi i powiedział “Chodź, poprowadzisz program”, to pomimo powalającego strachu przed tym wszystkim, po prostu bym za nim pobiegł, rzucając w diabły wszystko wokół. I chociaż wątpię, żeby wiele osób dotarło do tego punktu, wątpię, że wiele ludzi to w ogóle czyta, proszę was o rzucenie jakiegoś sensownego komentarza do całej sytuacji.
Take Care!
Ja przeczytałam wszystko od deski do deski, więc rozwiewam Twoje wątpliwości. Szczerze mówiąc zazdroszczę Ci, że wiesz co chcesz i jesteś mega pasjonatem :). Poszerzaj swoją listę kontaktów i do dzieła! Ja też jestem na tak ;)
Baaah, widzę, że nie tylko mnie naszło na rozważania na temat przyszłości. Szczerzę ? Zazdroszczę Ci ambicji zawodowych. Wbrew pozorom Twoje marzenia nie są nierealistyczne, wymagają jedynie “ciutkę” wysiłku. Nie wiem jak z czterema kółkami, ciężko byłoby zrealizować taki program w kraju, który swoje najlepsze filmy nakręcił 20-30 lat temu. Nie ten budżet, nie ta wyobraźnia. Natomiast jeśli chodzi o dziennikarstwo, to także jestem “na tak”. Twoje teksty trudne do czytania i nudne ? Weź nie wciskaj takich głupot tutaj, każdy kto Cię trochę lepiej zna wie, że można o Tobie powiedzieć wiele – ale nie to, że jesteś skromny :P Teksty są gites i czyta się je lepiej niż wiele recenzji pisanych przez tzw. “profesjonalistów”, często samozwańczych. Tak więc do roboty, a nie się obijasz :P
A na koniec powiem, że ja bym chciał dowodzić battlestarem. To jest dopiero problematyczne marzenie :P
Zacznę od tego, że super mi się ciebie czyta, ale w celu osiągnięcia wiecznej chwały musisz powywalać ze swoich tekstów trochę angielszczyzmów (dobre słowo?). Może jestem dziwny, ale jak czytam tekst po polsku, to lubię czytać go… po polsku! ;)
Co do problemów z wyborem – czas pokaże. Póki co musisz rozwijać się w obydwu pasjach, aż w końcu dojdziesz do momentu, w którym będziesz mógł dokonać porządnego wyboru.
I myślałeś może, żeby je… połączyć? :)
Te angielszczyzny wkręcają mi się od lat i stały się już na tyle elementem charakterystycznym, że nie wiem nawet, czy chciałbym je wywalać :P Poza tym, nie żyjemy w znów aż tak bardzo zacofanym społeczeństwie i spora większość rozumie o co biega, ale dobrze wiedzieć, że niektórzy krzywo na to patrzą ^^
Myślałem o połączeniu, jak najbardziej, ale nie wiem, czy wystarczy na wszystko czasu. O ile zarówno gry jak i motoryzacja dają mi od groma radości, to – tak wybiegając w wymarzoną przyszłość – za nic w świecie nie chciałbym się ograniczać tylko do pracy, bo to nie ma sensu. Znam parę osób, dla których praca stanowi sens życia i nie udaje się im znaleźć czasu na znajomych czy jakieś spontaniczne akcje i z całą stanowczością mówię takiemu czemuś “NIE”. Jeżeli ktoś wynajdzie w swojej piwnicy rozciągacz doby do 48h, chętnie nabędę i zajmę się wszystkim. Tylko żebym się jeszcze 2x szybciej nie starzał : D
Jakoś nie wydaje mi się sensowne robienie drugiego fakultetu z dziennikarstwa. Studia w zasadzie można uznać za pewną przepustkę do dobrej pracy, ale i tak liczy się to, co sam potrafisz – wielu ludzi kończy dziennikarstwo, a zresztą jaka uczelnia, taki poziom. Jak uczy Cię jakiś stary dziadek, który zatrzymał się na podręcznikach z lat 80′ i ciągle na tym bazuje, w dodatku wpaja, że podstawowym środkiem do pisania jest maszynopis, to halo, ale ja dziękuje za takie coś.
Zmierzam do tego, że dostanie pracy w jakiejś redakcji z prawdziwego zdarzenia nie jest uzależnione od tego, co jest w CV. O wiele bardziej liczą się przecież same teksty, na których podstawie NORMALNY naczelny powinien przyjmować. Rzuć okiem na kilka polskich, dużych serwisów growych, np. na Polygamię – ludzie tam piszący (mówię też o poprzednich autorach) w ogóle nie mają wykształcenia w tym kierunku, część z nich ukończyła studia techniczne, a pomimo tego z ich pasji – pisania o grach – stało się to ich pracą.
Zaś co do zrobienia dobrego programu motoryzacyjnego – wszystko OK, tylko kto młodemu wilkowi da godzinę na antenie o ludzkiej porze? Niestety te 60 minut będą woleli poświęcić na jakiś nowy teleturniej, który będą oglądały babcie po Modzie na Sukces. Taka jest bolesna prawda. A przecież nie byłoby sensu stworzenie show w telewizji takiej jak np. Puls, którą mało kto ogląda – przełożyłoby to się na niskie zyski z emisji reklam i mały udział sponsorów. Pomijam już jakieś bariery kulturowe i tym podobne rzeczy, bo wiadomo, że i z tym byłby problem.
Świeże pomysły, ogromna siła przebycia. Tego potrzebujesz. Nie skazuj też na klęskę i wygnanie jednej z pasji kosztem drugiej – jak napisał Kradziej, postaraj się je połączyć. To byłoby najlepsze.
Jak najbardziej masz rację w kwestii drugiego kierunku, ale po prostu wydaje mi się, że sensownym jest posiadanie skończonych dwóch kierunków – przynajmniej wg polityki “im więcej tym lepiej”, zawsze lepiej to wygląda na CV. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że faktycznie nikt nie każe dziennikarzom kończyć dziennikarstwa i dziękuję za to całemu wszechświatowi, bo w przeciwnym razie jedni z najlepszych ludzi w biznesie nigdy by nie byli tam, gdzie są. A na Poly patrzeć nie będę, bo jak bym chciał poczytać oświadczenia prasowe, poszedłbym na centrum medialne danego wydawcy czy developera i wsio.
Nikt nie mówi o dawaniu teraz, zaraz godziny na antenie, chwilę chwilę. Wizję teleturnieju wywal won, bo do tego typu programu nadaje się TVN Turbo, które zapycha ramówkę starymi serialami, bo nie bardzo chyba ma co emitować. Z Modą Na Sukces wyskoczyłeś tu jak Filip z konopi, bo oryginalny TopGear (z liczącą 350mln widownią) jest jedynym programem emitowanym na kanale, że tak to nazwę, niewyspecjalizowanym. TVN Turbo ma optymalny target dla tego, o czym marzę. Fakt, jest cholernie wysoko, ale – na miłość Boską – próbować trzeba i jak spadać, to z wysokiego konia.
A czemu nie możesz zdecydować się i na to i na to? Przy dobrej organizacji czasu można zdziałać cuda. Można pogodzić gry i motoryzację nie rezygnując z niczego, a i mając dwie specjalizacje jest się bardziej wszechstronnym :)